Asset Publisher Asset Publisher

Z NOTATNIKA PTAKOLUBA - "NADWODNY SZMARAGD"

CHOĆ NAJCZĘŚCIEJ DOPIERO Z BLISKIEJ ODLEGŁOŚCI UCHWYCIĆ MOŻEMY MISTERNĄ KOLORYSTYKĘ PIÓR WIĘKSZOŚCI NASZYCH KRAJOWYCH GATUNKÓW PTAKÓW, TO SĄ JEDNAK SKRAJNIE ODBIEGAJĄCE OD TEJ REGUŁY WYJĄTKI – JEDNYM Z NICH JEST ZIMORODEK.

Najmniejszy z wędkarzy

Zimorodek (Alcedo atthis), choć nie należy do naszych najmniejszych krajowych ptaków, to jednak wśród nadwodnego ptasiego towarzystwa, którego ulubionym pokarmem są ryby we wszelkich rozmiarach i gatunkach, zasługuje na miano najmniejszego z „pierzastych” wędkarzy. A łowcą ryb jest wyśmienitym i prawie bezbłędnym. Zasiadając w pojedynkę i w ciszy na stanowisku obserwacyjnym nad wodą, w swym czatowaniu nieodparcie przypomina ludzkich odpowiedników z wędkami w dłoniach. Podobnie samotny i spokojny, wytrwały i cierpliwy, i tylko skutecznością swojego polowania może trochę wpędzić w kompleksy rywali „moczących kije” z brzegu. No ale jak tu nie być skutecznym, gdy posiada się oręż w postaci ostrego dziobu, którego długość to aż ¼ całości. Taka broń na końcu „błękitnej strzały” w jaką zmienia się zimorodek w czasie ataku na upatrzoną ofiarę, nie daje jej zbyt wielkich szans. Czujność zachować muszą nie tylko niewielkie rybki, będące podstawowym daniem codziennego menu, ale również małe raki czy też wodne owady, stanowiące jego kulinarne uzupełnienie. Podwodny zasięg polującego zimorodka jest na tyle okazały, że nawet jednometrowa głębokość lustra wody ponad nimi nie gwarantuje tym stworzeniom, że nie trafią na „zimorodkowy stół”.

Zdj. nr 2. Na chwilę przed podwodnym polowaniem (fot. Krzysztofa Nawrocka)

Zimorodek czy Ziemiorodek?

Mało jest gatunków ptaków, które nad ciepłe i przytulne gniazda wite wiosną i latem w koronach drzew, przedkładają ciemne i wilgotne podziemne korytarze. Wśród tych drugich znajdują się aż trzy gatunki z czterech, reprezentujące systematyczny rząd kraskowych, które jako barwni goście z tropików odwiedzają nas corocznie (lub całorocznie u nas przebywają). Jednym z nich jest nasz bohater – zimorodek. To niecodzienne spędzanie części życia pod ziemią, miało być podobno pierwotnym źródłem polskiej nazwy tego turkusowo upierzonego ptaka, którego lokalnie nazywano ziemiorodkiem. W ornitologicznym światku rozstrzygane jest czy obecna nazwa zimorodka jest przeinaczoną wersją ziemiorodka, czy jednak od początku to nie „ziemia”, ale „zima” była przewodnim motywem jego miana. A dlaczego zima? Ano dlatego, że choć to ptak niezmiernie barwnie upierzony, to wypatrzeć go latem gdy prowadzi dość skryty tryb życia jest niezwykle trudno. Co innego zimą, gdy na zaśnieżonym tle jezior i trzcinowisk, szmaragdowa „kulka” wyraźnie odcina się od wszechobecnej bieli. Stąd też, częstsze widywanie zimorodków zimą niż latem powodowało, że błędne przyjmowano, że to zima jest okresem, w którym zimorodki wyprowadzają swoje lęgi. Dopiero sukcesywne zgłębianie arkanów ornitologii w miarę upływu lat i poszerzania wiedzy, pozwoliło na jednoznaczne rozstrzygnięcie kwestii zimy i zimorodków. Okazało się, że przychodzenie na świat młodych zimorodków, to standardowy w ptasim świecie okres pomiędzy kwietniem i lipcem. I choć obalono mit o „zimowych narodzinach”, nazwa jednak pozostała.

Zdj. nr 3. Na obserwacyjnym stanowisku (fot. Krzysztofa Nawrocka)

Górnicze aspiracje

Obok żołn i dudków, barwnych współtowarzyszy zimorodków w podziemny budownictwie, zimorodki nie pozostają w tyle w górniczych talentach i pomysłowości. Kopane przez nie nory gniazdowe mają głębokość przekraczającą nawet 1 metr. Ich budowa trwać może aż do dwóch tygodni. Chowane są zawsze gdzieś w stromych i urwistych brzegach cieków wodnych lub zbiorników. Zdarzyć może się jednak, że z braku odpowiednich miejsc w pobliżu wody, gniazdo znajduje się nawet kilkaset metrów od niej. Chodniki kopane są nieznacznie pod górę, aby nie groziło im zalanie przez deszcz. Rzadko także zalewane są przez wodę płynąca w pobliżu, bo lokalizowanie ich na odpowiedniej wysokości nadwodnej skarpy jest także nieprzypadkowe. Samczyki w ferworze budowniczych zapędów potrafią takich potencjalnych mieszkań przygotować kilka. Na szczęście dla ponoszonego przez nie trudu, raz wykopana nora gniazdowa służyć może tej samej parze przez kilka kolejnych sezonów lęgowych, stając się w ten sposób miejscem narodzin aż kilkudziesięciu młodych zimorodków.       

Zdj. nr 4. Moment zasłużonego odpoczynku po trudach dnia (fot. Krzysztofa Nawrocka)             

Pływające smakołyki

Zimorodek choć życie przeżywa w żywieniowej monotonii, to zapewne w kwestii ryb uchodzić mógłby w związku z tym za ich znawcę i smakosza. Od pierwszych dni, młode zimorodki karmione są tylko i wyłącznie „pływającymi smakołykami”. Zanim jeszcze wychylą się po raz pierwszy z tunelu ciemnej, podziemnej nory i zobaczą piękny świat dokoła, już doskonale znają smak ich dożywotniej diety. Podejrzewać można, że i jej zapachem są przesiąknięte do szpiku kości, no bo jak miałoby być inaczej gdy bezmała pierwszych 30 dni życia spędza się pośród legowiska z rybich ości i chitynowych resztek wodnych owadów. Jednak mimo wszystko wydaje się, że zimorodki mają szczęśliwe dzieciństwo. W ciasnej komorze lęgowej (kończącej wykopaną norę), gdzie bywa że jednocześnie może być aż 8 piskląt, rodzeństwo żyje zgodnie i po bratersku. Nie ma o dziwo żadnych zatargów o jedzenie, jak to ma miejsce u większości innych, wielodzietnych gatunków polskiej awifauny. Natura nauczył je cierpliwego oczekiwania na swoją kolejkę karmienia. Każde z młodych zimorodków po kolei oczekuje u wylotu tunelu na otrzymanie swojej porcji żywieniowej, po czym grzecznie odsuwa się w bok ustępując miejsca kolejnemu z głodomorów. I tak kolejka przesuwa się powoli dookoła, pozwalając jej uczestnikom w międzyczasie zgłodnieć i ze smakiem oczekiwać na następną dostawę świeżej i zdrowej rybki.

Zdj. nr 5. Błyszczący smakołyk dla najbliższych  (fot. Krzysztofa Nawrocka)

To co piękne nie trwa niestety długo

Wydawać by się mogło, że zimorodkom nic nie brakuje do długiego i spokojnego życia. Bezpieczne podziemne gniazdo, niewielka konkurencja o pokarm, na który składają się niewielkie rybki, no i ubarwienie, które w cieniu nadrzecznych zarośli czyni zimorodka prawie niewidocznym dla drapieżników. A jednak mimo wszystko zimorodek należy niestety do krótkowiecznych gatunków ptaków. Dożycie pojedynczych osobników do 5 lat uważać można za coś wyjątkowego. Pierwsze lata życia zbierają okrutne żniwo wśród młodych i dorosłych osobników, bo aż do 70% ogólnej ich ilości. Dla wielu z tych pięknych ptaków pierwsze lata życia stają się jednocześnie ostatnimi. Zmiany środowiska i zanieczyszczenia wód stojących i płynących są obecnie najważniejszą przeszkodą stającą na drodze przyrostu liczebności tego kolorowego ptaka. Także nie bez negatywnego wpływu pozostaje nasza ludzka obecność na akwenach i rzekach. Uprawiając turystykę i sporty wodne niepokoimy ptasich mieszkańców tych ekosystemów, w tym także płochliwe zimorodki. Na szczęście w ostatnich latach na dalsze miejsce spadł powód, który wcześniej powodował spadki liczby zimorodków w Polsce. Zimowe zamarzanie cieków i zbiorników wodnych, bo o tym mowa, doprowadzało wiele osobników do okrutnej, głodowej śmierci. Pozostaje liczyć nam na kolejny „cud natury” i dołączenie zimorodków do tej grupy ptaków, które potrafiły zaaklimatyzować się do zmienianego przez nas otoczenia. Być może usłyszenie charakterystycznego gwizdu znad toni wody, a nawet dostrzeżenie jego sprawcy, będącego jednym z najbarwniejszych krajowych ptaków, stanie się częstszą przygodą naszych "nawodnych" eskapad i wycieczek.

CDN.

Autor: Michał Szczepaniak